Wiele miesięcy naszego milczenia domaga się osobnej opowieści. Nie pomieści jej instastory, dlatego zwracamy się do Was w osobistym tekście.

Dziękujemy, że jesteście z nami. Dziękujemy za Waszą cierpliwość i wypatrywanie postów od Przyklejonych. Cieszymy się, że po tym czasie znów możemy się z Wami spotkać. 

Dlaczego zniknęliśmy…? 

Pewnego lutowego popołudnia, kiedy Dorota wracała z pracy, jak zwykle otworzyła aplikację z brewiarzem. Tego dnia przypadało wspomnienie naszego brata z zakonu, bł. Jana z Fiesole, znanego jako Fra Angelico. Gdy Dorota o tym przeczytała, jej myśli swobodnie przebiegły przez znane dzieła Brata Anielskiego, a jego imię nasunęło w wyobraźni fresk z Aniołem zwiastującym Maryi narodziny Jej Syna. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się nadzieja na to, że po długim czasie oczekiwania, może i ona być błogosławioną. 

Trzy dni później przeczucia Doroty się potwierdziły. 

Zamknięcie, aby się otworzyć

Od tego czasu nasza uwaga i troska skupiona była na naszym małżeństwie i naszym Maleństwie. Zbiegło się to z urządzaniem mieszkania i przeprowadzką, która przypadła na noc Wielkiej Soboty. W tym czasie śledziliśmy rozwój naszego dziecka, czytając o kolejnych etapach rozwoju w każdym tygodniu ciąży i czekając na jego kontakt z brzucha. Dziecko – dar i tajemnica – długo kazało nam czekać, abyśmy mogli dowiedzieć się jaką będzie miało płeć. W 30. tygodniu ciąży wybraliśmy imię dla… Dziewczynki. To skupienie się na sobie było nam potrzebne, aby dobrze wejść w rolę rodziców – już od pierwszych tygodni życia budowaliśmy relację z naszą Córką. 

Nie znacie dnia…

Na dwa miesiące przed wyznaczoną datą porodu Kamil wyruszył w drogę do grobu św. Jakuba ze swoją.. teściową (ale ta historia doczeka się osobnego wpisu). Ten czas dwutygodniowej rozłąki był dla nas czasem osobistych rekolekcji. Złapaniem duchowego oddechu, poukładania myśli przed wejściem w zupełnie nową – rodzicielską rzeczywistość. Punktem kulminacyjnym stały się odwiedziny Caleruegi – miejscowości narodzin św. Dominika, który jest dla naszego małżeństwa, naszej rodziny szczególnym patronem.

Kilka dni później byliśmy w kontakcie podczas drogi powrotnej Kamila do Polski. Dorota prasowała ubranka dla Dziecka, modląc się o dobrą podróż. Kamil w samolocie oglądał akurat odcinek Przyjaciół, ten z USG na końcu. W naszym mieszkaniu rozbrzmiewały kolejno antyfony Salve Regina, O spem miram, O lumen Ecclesiae

Na koniec dnia rozmawialiśmy przez telefon po szczęśliwym lądowaniu w Krakowie. Dzień później Kamil wracał do domu.

Następnego poranka wydarzenia przebiegały bardzo szybko. O świcie Dorota trafiła do szpitala po odejściu wód płodowych. Nasze pierwsze spotkanie po Camino miało miejsce na sali szpitalnej, na oddziale patologii ciąży. Nasza Córka była jeszcze tak mała, że każdy dzień opóźnienia porodu dawał jej większe szanse na samodzielne oddychanie po przyjściu na świat w 33. tygodniu ciąży. Do porodu zostały już nie dni, a minuty? Godziny? Nie chcemy nawet myśleć o tym, jak przeżylibyśmy całą tę sytuację, gdyby Kamil wrócił chociaż dzień później.. Jak nie widzieć tu działania Opatrzności? Kolejna noc przebiegała jeszcze szybciej. Dla Doroty była pełna lęku. Kamil przyjechał do szpitala koło trzeciej nad ranem. Półtorej godziny później przywitaliśmy na świecie dziewczynkę „urodzoną o wschodzie słońca” – Łucję.

Łucja w szpitalu

Tęsknota, która rozdziera serce

Wtedy zaczął się dla nas czas tęsknoty. Łucja jako wcześniak została prawie od razu po porodzie zabrana na badania i obserwację na oddziale noworodkowym. Przez 24 dni dyżurowaliśmy przy szpitalnej „mydelniczce” (przezroczystym łóżeczku dziecięcym), czekając na gotowość naszej Córki do powrotu do domu. Czuwanie i troska każdego dnia kończyły się kolejnym rozstaniem i powrotem do pustego mieszkania, które dopiero przygotowywaliśmy na jej przybycie. Po ponad trzech tygodniach wróciliśmy w końcu razem do domu. Czuliśmy się tak jakby nasze Dziecko dopiero teraz przyszło na świat – oddane nam po raz pierwszy pod opiekę. 

Łucja w szpitalu

Łucja skończyła 39 tygodni – wkrótce będzie jej czas przyjścia na świat, a już tak wiele przeżyła. Tak wiele wspólnych doświadczeń za nami. 

Teraz możemy powoli wrócić do kontaktu. Chcemy dzielić się naszym świadectwem ostatnich miesięcy, a także naszą codziennością – teraz trochę inną, gdy jest z nami Łucja. 

Zapraszamy Cię na nowo do naszego domu. 

I zostawiamy z modlitwą, która towarzyszyła Dorocie w ostatnich godzinach przed porodem:

Prowadź Światło łagodne
Pośród otaczającej ciemności,
Ty mnie prowadź!
Noc jest ciemna,
a ja jestem daleko od domu,
Ty mnie prowadź,
Strzeż moich kroków!
Nie proszę, bym widział
aż po horyzont;
jeden krok
mi wystarczy.

św. J. H. Newman

Łucja w szpitalu
Łucja w szpitalu
Łucja w szpitalu
Łucja w szpitalu
Łucja w szpitalu